Szkice słowem

 

Szkice słowem to seria opisów nie mających ani wyraźnego początku ani końca, są zwięzłymi w formie spostrzeżeniami dotyczącymi wyjętej z ciągu wydarzeń chwili albo luźną garścią myśli na jakiś temat.

 

Papugi

Jej lewy policzek i szyję pokrywały luźno rozrzucone piegi. Mimo, że była w naszym wieku, mówiła do nas jak do dzieci, tonem nauczycielki, trochę rozkazującym, ale jednak pełnym czułości. W uszach miała znowu inne kolczyki. Tym razem były to dwie malowane kolorowo papugi ary, które kołysały się hipnotyzująco przy każdym ruchu jej głowy. Głos jej brzmiał mocno i dźwięcznie. Jak zawsze była pełna życia i energii. Nie potrafiłam wyobrazić jej sobie zmęczonej. Mówiąc, co jakiś czas, jak najnaturalniej, wtrącała swoje rodzime francuskie wstawki: “Mais oui.”, “D’accord!”. Kiedy mijała cię w pracy, nie do końca pewna co robisz, mimo że byliście dokładnie na tym samym stanowisku, zadawała ci pytania, a ty tłumaczyłeś się jakby była twoją przełożoną. A kiedy w końcu usatysfakcjonowałeś ją swoją odpowiedzią, jej pytająco zmarszczone czoło wygładzało się, a na jej twarzy wykwitał akceptujący uśmiech. Tego dnia szłam do domu, ciągle mając przed oczami hipnotyzujący ruch kolczyków w papugi kołyszących się do rytmu jej słów. Czytaj dalej

Spacer (wyjątki z dziennika)

N

a chodniku, widzę z daleka, leży coś niewielkiego i puchatego. Zbliżając się uśmiecham się do pompona, który ktoś musiał zgubić. A kiedy jestem bezpośrednio nad nim, okazuje się jednak, że to wróbel. Z zamkniętym dziubkiem i oczami, z podkurczonymi łapkami, ubrany w najdelikatniejsze puchowe piórka. Już chcę się do niego uśmiechnąć ale zaraz myślę, że to śmierć, a do śmierci przecież uśmiech nie pasuje. Mijam go więc zmieszana, a on zostaje tam cichy, spokojny i pogodzony, jakby całym swoim ciałkiem, leżącym na jednym z oksfordzkich chodników, mówił nam, że to nic strasznego i skoro tak musiało być to on nie ma nic przeciwko. Więc jednak uśmiecham się do niego najczulszym z uśmiechów. Czytaj dalej

Obcość

O

dchrząknął, a ja aż podskoczyłam. To nie był jego głos. Spojrzałam w jego stronę, i rzeczywiście, na kanapie siedział obcy mężczyzna i czytał gazetę. Rozejrzałam się po mieszkaniu – ono też nie miało w sobie nic znajomego. Stół, krzesła, obraz na ścianie, wszystko to widziałam po raz pierwszy. Wstrzymałam na chwilę oddech i zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam wszystko nadal było dziwnie obce. Jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć? Przecież byłam z nim tutaj odkąd tylko otworzyłam rano oczy. Zdążyłam przygotować i podać mu śniadanie, pozmywałam i dopiero kiedy robiłam herbatę uderzyło mnie to nieprzyjemne wrażenie obcości. Czytaj dalej