Wydra

 

Liście paproci piętrzyły się nad moją głową blokując dopływ prawie całego światła. Tylko gdzieniegdzie przebijały się przez gęstwinę świetliste, słoneczne smugi, spadając złotymi plamami na ściółkę. Doszłam do jeziora. Na omszałym kamieniu, przy spokojnej wodzie leżała na plecach wydra i zabawiała się przerzucaniem kamyka z jednej łapki do drugiej. Wcale na niego nie patrzyła, a podrzucany kamyk zawsze bezbłędnie lądował w przeciwnej łapce. Kiedy mnie tylko spostrzegła odrzuciła swoją zabawkę i ożywiona usiadła na kamieniu, przyglądając mi się ciekawie i podejrzliwie zarazem. Obie milczałyśmy. Czytaj dalej

Wtorek we Florencji

Wstajemy nieprzytomni i zaspani i jedziemy na wschód słońca na Piazzale Michelangelo. Patrzymy jak Florencja budzi się do życia. Mimo, że później temperatura wzrośnie do około trzydziestu stopni, teraz jest zimno. Promienie słońca, które jeszcze nie grzeją, wydobywają budynki z cienia, a te, dumnie wystawiają do nich swoje kopuły, wieże i dachy. Schodzimy do centrum miasta, przechodzimy przez Ponte Vecchio i błądzimy pustymi jeszcze ulicami. Miasto bez ludzi wygląda jak nie to samo. Powietrze pachnie jaśminem, który rośnie tutaj wszędzie. Kawiarnie i sklepiki dopiero się otwierają. Czytaj dalej

Podróż. Część I.

M

gła wstawała znad rzeki i połykała drzewa, drogi i domy. Na wodzie siedziało stado gęsi. Wyglądały jakby zebrały się tutaj na naradę zdziwione i zaniepokojone nagłym spadkiem temperatury. Każda powierzchnia pionowa i płaska najeżona była drobnymi igiełkami szronu. Cała okolica została zaczarowana w ciszę i biel. Mróz cienką warstwą skuł kałuże i wyostrzył powietrze. Był to poranek świąteczny i wszyscy spali jeszcze w ciepłych łóżkach, w perspektywie dnia mając dojadanie świątecznych potraw i ciast i może, ewentualnie, spacer, jeśli jedzenie za bardzo ich znuży. Czytaj dalej