Pocztówka z Kornwalii

P

o sześciu godzinach podróży rozpakowujemy się, jemy coś na szybko i jedziemy na zachód słońca do Cadgwith, niewielkiej wioski rybackiej. Większość tutejszych zabudowań to białe domki kryte strzechą. Jest pusto. Turyści nie odkryli chyba jeszcze tego miejsca, albo nie rozpoczął się sezon, a mieszkańcy pochowali się w domach gotowi na spoczynek. Wszędzie leżą poukładane sieci i klatki do połowu krabów. Schodzimy do morza i witamy się z przypływem pozwalając dosięgnąć słonej fali czubków naszych butów. Objęta ciepłem słońca woda bawi się na położonych płytko skałach. Fale rozbijają się o twardy brzeg, wyrzucają w górę garści kropel podobnych diamentom i bulgocząc odpływają, żeby po chwili uderzyć ponownie. Morze hipnotyzuje nas swoim ciągłym, niestrudzonym ruchem, grą barw, tekstur i odblasków. Zatrzymuje nas przy sobie długo po zmierzchu. Powoli znikają obrazy i tylko bulgotanie i szum wody nie dają nam zapomnieć o bliskości tego wielkiego, leżącego u naszych stóp organizmu. Czytaj dalej