Podróż. Część I.

M

gła wstawała znad rzeki i połykała drzewa, drogi i domy. Na wodzie siedziało stado gęsi. Wyglądały jakby zebrały się tutaj na naradę zdziwione i zaniepokojone nagłym spadkiem temperatury. Każda powierzchnia pionowa i płaska najeżona była drobnymi igiełkami szronu. Cała okolica została zaczarowana w ciszę i biel. Mróz cienką warstwą skuł kałuże i wyostrzył powietrze. Był to poranek świąteczny i wszyscy spali jeszcze w ciepłych łóżkach, w perspektywie dnia mając dojadanie świątecznych potraw i ciast i może, ewentualnie, spacer, jeśli jedzenie za bardzo ich znuży. Czytaj dalej

Pączek z lukrem

M

arianna toczyła się jak kulka wzdłuż jednej z głównych ulic miasta. Za nią szły gęsiego jej dwa, równie grube jak ona psy. Pierwszym z nich był jamnik Tadeusz, który prawie zamiatał brzuchem chodnik. Pochłonięty nieustannym trawieniem wyglądał, jakby cały czas przysypiał. Patrzył na świat przez zwężone w szparki oczy, będąc w stanie utrzymać je otwarte tylko na tyle, żeby idąc o nic się nie potknąć. Przez ten grymas wyglądał jakby cały czas wszystko i wszystkich oceniał. W ślad za nim szła kudłata Katarzyna, krzyżówka spaniela i czegoś bardzo włochatego. Idąc z jak największą gracją potrafiła, rozglądała się na boki wielkimi, czarnymi oczami, otoczonymi ciemną firanką rzęs. Przy całym jej wdzięcznym kroku i głębokim spojrzeniu, czynił jej wygląd komicznym fakt, że miała okrągły tułów, spod którego wysuwały się cztery długie, cienkie jak patyki nogi. Czytaj dalej