Cisza w muzeum

Z

a dziesięć minut zaczyna się moja zmiana. Wchodzę w wielki, kamienny budynek, do którego prowadzą szklane, obrotowe drzwi. Przy drzwiach stoją on i ona. W oddaleniu od siebie, jakby się wcale nie znali. Pomagają odwiedzającym muzeum odnaleźć się w plątaninie galerii i korytarzy, a po powrocie do domu grzeją wodę na herbatę w tym samym czajniku… Czytaj dalej

Spacer (wyjątki z dziennika)

N

a chodniku, widzę z daleka, leży coś niewielkiego i puchatego. Zbliżając się uśmiecham się do pompona, który ktoś musiał zgubić. A kiedy jestem bezpośrednio nad nim, okazuje się jednak, że to wróbel. Z zamkniętym dziubkiem i oczami, z podkurczonymi łapkami, ubrany w najdelikatniejsze puchowe piórka. Już chcę się do niego uśmiechnąć ale zaraz myślę, że to śmierć, a do śmierci przecież uśmiech nie pasuje. Mijam go więc zmieszana, a on zostaje tam cichy, spokojny i pogodzony, jakby całym swoim ciałkiem, leżącym na jednym z oksfordzkich chodników, mówił nam, że to nic strasznego i skoro tak musiało być to on nie ma nic przeciwko. Więc jednak uśmiecham się do niego najczulszym z uśmiechów. Czytaj dalej

Obcość

O

dchrząknął, a ja aż podskoczyłam. To nie był jego głos. Spojrzałam w jego stronę, i rzeczywiście, na kanapie siedział obcy mężczyzna i czytał gazetę. Rozejrzałam się po mieszkaniu – ono też nie miało w sobie nic znajomego. Stół, krzesła, obraz na ścianie, wszystko to widziałam po raz pierwszy. Wstrzymałam na chwilę oddech i zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam wszystko nadal było dziwnie obce. Jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć? Przecież byłam z nim tutaj odkąd tylko otworzyłam rano oczy. Zdążyłam przygotować i podać mu śniadanie, pozmywałam i dopiero kiedy robiłam herbatę uderzyło mnie to nieprzyjemne wrażenie obcości. Czytaj dalej