Metamorfozy

S

złam przez ciche galerie muzeum. Szybkim krokiem mijałam kraje, kultury, epoki… Tu tykał stary, drewniany zegar z wahadłem, tam kamienna rzeźba bożka wytrzeszczonymi oczami gapiła się w nicość. Rozrzuceni nieregularnie ludzie snuli się od jednej gabloty do drugiej. Wszystko było na miejscu i zaczęłam powoli zapadać w spokojny letarg myśli, kiedy w Indiach dogonił mnie powiew chłodnego powietrza z klimatyzatora. Poczułam się nieswojo, wstrząsnął mną dreszcz, a kiedy przeszedł, nie byłam już sobą. Zmieniłam się w tygrysa. Trochę zaskoczona, ale bardziej zadowolona z tej przemiany, czując bezmiar energii w swoim nowym, silnym, zwierzęcym ciele, chcąc je wypróbować, rzuciłam się pędem przed siebie. Długie pazury uderzały o drewnianą posadzkę. Mój bieg był manifestacją radości, siły i życia. Zdziwiłam się więc, że napotkani przeze mnie ludzie, zamiast cieszyć się ze mną, uciekali z krzykiem na mój widok i kryli się po kątach. Czytaj dalej

Cisza w muzeum

Z

a dziesięć minut zaczyna się moja zmiana. Wchodzę w wielki, kamienny budynek, do którego prowadzą szklane, obrotowe drzwi. Przy drzwiach stoją on i ona. W oddaleniu od siebie, jakby się wcale nie znali. Pomagają odwiedzającym muzeum odnaleźć się w plątaninie galerii i korytarzy, a po powrocie do domu grzeją wodę na herbatę w tym samym czajniku… Czytaj dalej

Lato w muzeum

 

– Idą, idą – Wyszeptała konspiracyjnie wymijając mnie wesoła staruszka. Biegła przez galerie egipskie, najwyraźniej przed czymś uciekając.

      Miała siwe, proste włosy do ramion. Szary, cienki płaszcz, w który była ubrana, sięgał jej do kolan. Ciągnęła za sobą kraciasty wózek na zakupy. Rozejrzałam się. Dookoła, oprócz jej i mnie, nie było nikogo. Patrzyłam za nią rozbawiona tą niegroźną dozą szaleństwa, kontynuując swoją pracę, która tego dnia wcale pracy nie przypominała. Wszyscy potencjalni odwiedzający, dla których krążyłam po muzealnych galeriach, korzystali z dobrej pogody i prawdopodobnie leżeli na kocach nad rzeką albo popijali lemoniadę w zaciszu swoich ogrodów. Tego dnia wystarczyło, że byłam obecna tylko ciałem. Duch mógł dryfować, gdzie mu się tylko podobało. Czytaj dalej