Big Band

 

Eleganckie kobiety siedzące na widowni ruszają do rytmu głowami, a w ich uszach kołyszą się długie kolczyki. Światło padające od sceny mieni się tysiącem iskier w drogich kamieniach wprawionych w ich biżuterię. Mężczyźni przytupują w takt muzyki z taką werwą, że aż drży podłoga. Nie ma tutaj ani jednego biernego słuchacza. Morze ludzi faluje rytmicznie i pulsuje wspólnym ruchem. Wszystkie bilety zostały wyprzedane i nie ma ani jednego wolnego miejsca. Wśród nakrytych czarnymi, długimi obrusami, okrągłych stołów, między jednym łykiem pina colady, a drugim, cała sala jazzem odpływa w noc. 

Grzmi big band. Jego dyrygent, który jest też świetnym klarnecistą i nieprześcignionym konferansjerem, wczuwa się w swoją rolę tak bardzo, że aż dyrygując zaczyna podskakiwać na scenie. Nie ujmuje to jednak niczego z jego godności, a wręcz przeciwnie, uzupełnia jego wizerunek światowca, który każde swoje zachowanie potrafi odpowiednio opakować w pewność siebie, nonszalancję i dowcip. 

Muzycy, którzy w cieple wieczoru poodpinali górne guziki białych koszul, dają z siebie wszystko. Mimo, że na ich twarzach widać, że grywali za oceanem i znają ludzi, o których my słyszymy tylko w telewizji, albo znamy z pierwszych stron gazet, nie ma w nich ani wyższości czy zapatrzenia w swój talent, ani rutyny. Dziś wieczorem, znowu porwała ich muzyka, którą sami tworzą. Swoją werwą i rozmachem sprawiają, że widownia współodczuwa wraz z nimi każdą nutę.

Trębacze, odtykając i zatykając wyloty swoich instrumentów tłumikami, zaczepnie spoglądają na widownię. Puzoniści energicznie i z zaangażowaniem wydłużają i skracają suwaki, o milimetry mijając pulpity z nutami. Basista wygina się w pałąk nad kontrabasem, odpływając na fali głębokich, uwodzicielskich nut. Saksofonistka kołysze się do rytmu granej przez siebie melodii. Po łatwości z jaką przebiega palcami po klawiszach widać, że grywa o wiele trudniejsze melodie, a tą najwyraźniej w świecie się bawi. Idealnie eleganckiemu i wyprostowanemu perkusiście wystąpiły na czoło kropelki potu od szybkości ruchów i zaangażowania. 

Co jakiś czas dyrygent, znając wartość swoich muzyków, odwraca się w stronę widowni i patrzy na nas spod czoła z lekkim uśmiechem, jakby pytał retorycznie: “I co? Jak wam się podoba? Nieźli są? Prawda?”

Niemal każdy z muzyków w jakimś momencie występu gra solówkę. Widownia klaszcze wtedy do rytmu albo patrzy, zahipnotyzowana prędkością wydobywających się z instrumentu dźwięków. 

– “Panie i panowie! A teraz przywitajmy gorąco jedyną i niepowtarzalną… Georginę!” – Grzmi dyrygent. I na scenę wchodzi kobieta, której wygląd i wybór sukni wydaje się dość oryginalny. Nie jest ona, jak pasowałoby to do jazzowego bandu, elegancką heroiną o uwodzicielskim spojrzeniu, ale jej głos, energia i pewność siebie robią ogromne wrażenie. Śpiewa o miłości, najpierw pięknie i smutno, a później z energią i dowcipem. A na zakończenie swojego występu zaskakuje wszystkich wirtuozerską grą na trąbce. 

– “Raz, dwa, trzy!” – Odlicza dyrygent i wpadamy w rytm kolejnego utworu. Teraz już ledwie możemy wysiedzieć na krzesłach. Następnie dyrygent zapowiada ostatni numer. Ostatni? Jak to możliwe? Jakim cudem minęły już dwie godziny? Bawiliśmy się tak dobrze, że czas stanął w miejscu. 

– “Chcecie więcej? – Pyta dyrygent.

– Tak! – Chórem i jednomyślnie odpowiada widownia.

– Kiedy?

– Teraz!”

Band bisuje, a potem, ciągle kołysząc się do rytmu usłyszanych melodii, rozchodzimy się w światła miejskiej nocy.

 

Zdjęcie: Adrian Krajewski

8 myśli nt. „Big Band

      • Wbrew pozorom, Świat jest bardzo mały. Jestem mamą chłopców, którzy na działce Twoich dziadków zostawiali kwiatki na furtce dla Ciebie i Twojej siostry. Zachwyciłam się Twoim pisaniem, zarówno treścią jak i formą, a później odkryłam, że już gdzieś kiedyś się spotkałyśmy. Życie jest pełne niespodzianek.

        Polubione przez 1 osoba

      • Pani Dorota! To niesamowite :). Świat jest rzeczywiście bardzo mały. A spotkanie pani tutaj, to przemiła niespodzianka. Bardzo dobrze pamiętam kwiatki na furtce i zastanawianie się później, czy chłopcy przyjadą też na wakacje do dziadków kolejnego lata. Dużo dobrych wspomnień 🙂

        Polubienie

      • 🙂 Porzuć proszę, formę „pani”, bo to internet. Jestem przyzwyczajona, że znajomi moich synów mówią mi po imieniu, nie mam z tym problemu. No chyba, że Ty odczuwasz jakąś niezręczność.
        Czekam na książkę, mam nadzieję, że się z nią zmierzysz i da Ci to szczęście. Bo to jest to, co w życiu najbardziej warto – kochać i dążyć do szczęścia 🙂 Powodzenia.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.