Wakacje Tadeusza i Katarzyny

 

(Pierwsza część opowiadania znajduje się TUTAJ, ale obie części można też czytać osobno.)

Deszcz dzwonił o otwarty parasol rozłożony z troską na trawniku. Pod parasolem siedziały na chuście w kratę równo pousadzane zabawki. Zosia już wczoraj zaplanowała, że tego dnia zorganizuje im piknik w ogrodzie, więc ten, bez względu na pogodę musiał się odbyć. Na chuście stały ceramiczne filiżanki i talerzyki z plastikowymi ciastkami i owocami z marcepanu. Te ostatnie swego czasu tak długo kurzyły się w paterach, że stwardniały i pozwolono się nimi bawić dzieciom. Zosia, schowana przed nagłym deszczem w przytulnym cieple domu, przyglądała się piknikowi zza szyby okna.

Znudzony jamnik Tadeusz, który bez celu kręcił się po domu, zaczął drapać w drzwi wychodzące do ogrodu, dając znać, że chce wyjść na zewnątrz. Dziewczynka wypuściła go, a on chodził po trawniku i nie zważając na deszcz udawał, że obwąchuje kwiaty i krzaki. Co chwilę spoglądał w stronę Zosi, sprawdzając, czy nadal jest w oknie, a kiedy tylko na chwilę zniknęła, jamnik wpadł pod parasol, pod którym odbywał się piknik i porwał marcepanowy ananas. Próbował go połknąć, ale zakrztusił się, rozkaszlał i całe jego dotychczasowe życie stanęło mu przed oczami. Na szczęście po kilku długich sekundach udało mu się wypluć łakoć. Doszedł do siebie, ale był niezadowolony z tego, że jego plan się nie powiódł. Trącił tę niegdyś jadalną słodycz nosem i zakopał na rabatce w nadziei, że namięknie od deszczu.

Tadeusz i Katarzyna spędzali dwa tygodnie u bratanka Marianny, Roberta. Ich pani wyjechała na długo wyczekiwane wakacje na Majorkę. Robert, kiedy tylko zobaczył jak grube są oba psy, złapał się za głowę i w sekrecie przed Marianną, która byłaby temu przeciwna, postanowił dla ich dobra poddać zwierzęta ścisłej diecie, mając nadzieję, że koniec końców ich właścicielka to doceni. Tak więc psy miały dostawać dwa pełnowartościowe posiłki dziennie. I nic ponad to.

Były już u Roberta i jego rodziny trzeci dzień, kiedy jamnik, w desperacji, żądny słodyczy, rzucił się na marcepanowy owoc. Tego samego dnia wieczorem odkopał schowany wcześniej pod krzakiem róży ananas i położywszy się na trawie, trzymając go między przednimi łapami i wodząc dookoła błędnym wzrokiem, lizał go i gryzł zawzięcie, w napadzie szaleństwa spowodowanego zupełnym odstawieniem cukru.

Następnego dnia rano Zosia zajmowała się swoimi sprawami w ogrodzie i zawołała jamnika. Ale ten osowiały nie podniósł nawet głowy, bo nie miał ochoty na zabawę. Spróbowała więc jeszcze raz.

– Taaaaaaaaaaadeeeeeeeeusz! Tadeeeeeeeeeusz! Ugotowałam ci coś dobrego! – Dodała dla zachęty, znając jego słabość.

Jamnik postawił uszy, po czym pędem rzucił się w jej stronę, gubiąc w pośpiechu łapy i zastanawiając się dlaczego wcześniej nie wpadł na to, żeby w tajemnicy przed rodzicami zrobić sobie sojuszników z dzieci. Już widział lądujące pod stołem w trakcie obiadów kotlety, ciastka i czekoladki! Dobiegł do dziewczynki ożywiony, radośnie machając ogonem i od razu włożył nos do plastikowego garnka dla lalek, który mu podała. Odsunął się jednak z obrzydzeniem, bo w środku odkrył potrawkę z piasku i liści.

Nie do końca pozbawiony nadziei wrócił na swoje posłanie i planował, jak w trakcie obiadu powinien komunikować się z dziećmi. Te jednak okazały się trzymać stronę rodziców i zarówno obiad, jak i kolacja zakończyły się fiaskiem. Bez względu na to, jak bardzo maślane robił oczy i jak często szturchał nosem stopy dzieci, nic nie dostał. Nie widząc już żadnej nadziei, popadł w stan permanentnej apatii. Przy tym nikt nie był go w stanie zmusić do jakiejkolwiek formy ruchu. Wstawał tylko o tyle, o ile było to konieczne, na krótkie spacery wokół domu. Skoro nie dostawał ani słodyczy, ani innych przysmaków w ilościach, jakie by mu odpowiadały, zdecydował się nie jeść nic i rozpoczął strajk głodowy. Założył sobie przy tym, że nie straci ani jednej kalorii za sprawą ruchu.

Katarzyna z drugiej strony znosiła tę sytuację doskonale. Skoro chwilowo nie miała z niej wyjścia, postanowiła z niej skorzystać. Z uszami związanymi przez Zosię gumką na czubku głowy, jak gimnastyczka przebiegała w te i wewte przez ogród, dla zwiększenia wysiłku podnosząc nogi wyżej niż potrzeba. Wyglądała przy tym dość pokracznie, ale nie przeszkadzało jej to, bo w swojej wyobraźni była smukłą gracją.

Jednego wieczora wpadł z wizytą znajomy Roberta, który spontanicznie zdecydował się jechać na żagle na Mazury. Potrzebował załogantów i zapytał, czy może Robert z rodziną nie mieliby ochoty wybrać się razem z nim. Jako że były wakacje i dzieci nie miały żadnych obowiązków, zgodzono się z wielkim entuzjazmem. Następnego dnia od rana, pośród bałaganu, odbywało się wielkie pakowanie, a wczesnym popołudniem zapakowano do samochodu bagaże, dzieci i psy i ruszono w drogę.

Już na miejscu, zanim weszli na łódkę, Robert z żoną postanowili sprawdzić czy oba psy potrafią pływać, bo nie do końca wiedzieli czego mają się po nich spodziewać. Najpierw Robert rzucił patyk do aportu na wodę. Katarzyna niecierpliwie przebierała łapami na brzegu. Chciała wskoczyć, ale się bała, bo jeszcze nigdy wcześniej nie pływała. Tadeusz natomiast ledwo odprowadził patyk wzrokiem. Robert w pierwszej kolejności podniósł bardziej chętną Katarzynę i delikatnie opuścił ją na wodę. Jej łapy odruchowo zaczęły się poruszać zanim w ogóle zdążyła się zamoczyć. Była tak skupiona i przejęta, że nie spostrzegła nawet, kiedy Robert ją puścił. Zachwycona zauważyła, że samo się pływa. Kiedy chlapała się radośnie w wodzie, zataczając kółka, przyszła kolej na Tadeusza.

Robert opuścił jamnika o bezwładnie zwisających łapkach na wodę, myśląc, że może to go trochę ożywi. Jednak ten, nie ruszywszy się, puszczając bańki nosem, jak kamień poszedł na dno. Robert w butach i w ubraniu wskoczył do wody i wyciągnął go na pomost. Tadeusz dostał przez ten incydent zakaz poruszania się po łódce bez kapoka. Przystosowano więc kamizelkę ratunkową dla ludzi do psich potrzeb. W tym stroju łapy jamnika ledwie dotykały podłogi. A przy silniejszych zwrotach łodzi, kiedy nie zapierał się wszystkimi czterema łapami o podłoże, rolował się przez pół pokładu jak walec i, jeśli nikt go nie złapał na czas, wpadał do wody. Wyławiano go wtedy przy pomocy bosaka.

Pilnowanie jamnika powierzono dzieciom, które miały krzykiem wezwać rodziców, gdyby ten znowu znalazł się za burtą. Pomysłowe dzieci zrobiły sobie jednak z tego zadania zabawę i kiedy nikt nie patrzył, same wrzucały jamnika do wody, po czym podnosiły alarm. Po trzecim takim lądowaniu za burtą Tadeusz, żeby odreagować stres, w furii rzucił się na zbuchtowane liny, mając zamiar rozszarpać je na strzępy. Żeby uniknąć kolejnych “wypadków”, już na dobre zszedł pod pokład. Wyglądał stamtąd przez bulaj patrząc na przelatujące mewy, a wszystko kręciło się i falowało w początkach choroby morskiej.

Katarzyna w tym czasie jak syrena siedziała na dziobie. Z powiewającą sierścią, zachwycona pędem łódki i przestrzenią, zażywała słońca. Szczekaniem pozdrawiała wszystkie przepływające obok jednostki, a od czasu do czasu pomagała ludziom w wybieraniu lin i była ze swojej pomocy bardzo zadowolona.

Po południu, po całym dniu pływania, zawinęli do brzegu. W przystani znajdowało się dużo smażalni ryb i lodziarni. Jednak mimo, że powietrze było przesycone smakowitymi zapachami, nie robiły one na Tadeuszu żadnego wrażenia. Po zejściu na ląd pomost pod jego łapami poruszał się do rytmu fal, tak samo jak trawnik, chodnik i ulica. Przez resztę pobytu walczył z chorobą morską na łodzi i z ciągle ruszającym się lądem po zejściu z niej. Katarzyna za to cieszyła się każdą minutą spędzoną na wodzie.

W końcu wakacje na łódce dobiegły końca i cała rodzina wróciła do domu. Po kilku dniach Marianna przyszła odebrać zwierzaki, a następnego ranka cała trójka z ochotą poszła do kawiarni. Tortury Tadeusza zostały skończone. I tylko Katarzyna zainspirowana dietą zjadała o jedno ciastko mniej, niż zazwyczaj.

 

3 myśli nt. „Wakacje Tadeusza i Katarzyny

  1. Pingback: Pączek z lukrem | Punkt krytyczny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.