Metamorfozy

S

złam przez ciche galerie muzeum. Szybkim krokiem mijałam kraje, kultury, epoki… Tu tykał stary, drewniany zegar z wahadłem, tam kamienna rzeźba bożka wytrzeszczonymi oczami gapiła się w nicość. Rozrzuceni nieregularnie ludzie snuli się od jednej gabloty do drugiej. Wszystko było na miejscu i zaczęłam powoli zapadać w spokojny letarg myśli, kiedy w Indiach dogonił mnie powiew chłodnego powietrza z klimatyzatora. Poczułam się nieswojo, wstrząsnął mną dreszcz, a kiedy przeszedł, nie byłam już sobą. Zmieniłam się w tygrysa. Trochę zaskoczona, ale bardziej zadowolona z tej przemiany, czując bezmiar energii w swoim nowym, silnym, zwierzęcym ciele, chcąc je wypróbować, rzuciłam się pędem przed siebie. Długie pazury uderzały o drewnianą posadzkę. Mój bieg był manifestacją radości, siły i życia. Zdziwiłam się więc, że napotkani przeze mnie ludzie, zamiast cieszyć się ze mną, uciekali z krzykiem na mój widok i kryli się po kątach.

Nie zdążyłam się nawet zastanowić co dalej, kiedy zauważyłam, że jestem w galeriach japońskich i w tej sekundzie zamieniłam się w białego królika o czerwonych oczach. Ludzie odczekali chwilę i zaczęli wychodzić ze swoich kryjówek. Rozglądali się niepewnie dookoła, nie mogąc zrozumieć czy to, co właśnie zobaczyli było zbiorową marą, czy wydarzyło się naprawdę. Chwilę później w stronę mojego białego, jedwabistego futra wyciągnęły się dziesiątki rąk. Chcąc uniknąć zagłaskania dałam susa pod jedną z gablot. Jednak nie mogłam pod nią zostać, bo ludzie rzuciwszy się na kolana usiłowali mnie stamtąd wyciągnąć, nie zważając na to, że wycierają rękawami zalegające tam od miesięcy grube warstwy kurzu. Zebrałam się na odwagę i kiedy tylko między lasem rąk pojawiła się wolna przestrzeń, wcisnęłam się w nią i już po chwili byłam w sąsiadującej z japońską galerii chińskiej.

Moje ciało urosło, wydłużyło się i pokryło kolorową łuską. Jako smok, bezszelestnie wsunęłam samą tylko głowę do poprzedniej galerii, gdzie ludzie nie zauważywszy mojej ucieczki, przepychając się, ciągle próbowali wyciągnąć mnie spod gabloty. Ryknęłam, tym razem strasząc ich z premedytacją, po czym lekko popłynęłam przez powietrze na niższe piętra, wijąc się gładko na zakrętach i schodach..  

Ze smoka przemieniłam się w ibisa. Byłam w galeriach poświęconych Egiptowi. Wzbiłam się w powietrze i usiadłam na szczycie świątyni z piaskowca, na wszelki wypadek z dala od ludzi. Poprawiłam dziobem pióra i chcąc skończyć tę farsę, wyleciałam przez otwarty w dachu świetlik. Zdążyłam tylko kilka razy zamachać skrzydłami, po czym czując, że gwałtownie zniżam lot, spadłam na chodnik już jako ja. Upadek nie był na szczęście zbyt bolesny, bo przewidywałam, że w braku oddziaływania tematycznych galerii wrócę znowu do swojej postaci. Nie leciałam więc zbyt wysoko. Wbrew wszelkim przewidywaniom miałam na sobie ubranie, więc tylko strzepnęłam kurz z uniformu i biegiem wróciłam na swoją pozycję w muzeum. Nikt nawet nie zauważył mojej nieobecności i po chwili sama nie byłam już pewna czy to mi się tylko wydawało, czy wydarzyło się naprawdę.

 

Zdjęcie: Adrian Krajewski

 

3 myśli nt. „Metamorfozy

  1. Pingback: Metamorphosis | Punkt krytyczny

    • Doroto, dziękuję że zatrzymałaś się na chwilę nad moimi wpisami. Ogromnie się cieszę, że znalazłaś w nich coś, co ci się spodobało i podzieliłaś się swoimi myślami w komentarzach. To bardzo dużo dla mnie znaczy. Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.