Kot Simon

S

imon nocami zmieniał się w kota. Była to klątwa rzucona pokolenia temu na mężczyzn z jego rodu. Pamiętał, że będąc chłopcem miał to za coś tak naturalnego i oczywistego, że nie mógł się nadziwić, kiedy odkrył, że nie wszyscy mężczyźni przemieniają się nocą w koty.  Klątwa została nałożona tak dawno, że już nikt nie pamiętał jakiego przewinienia dotyczyła, ani kto za nią stał. Najprawdopodobniej, gdyby dotarto do jej przyczyn, możliwym stałoby się jej zdjęcie, jednak nie była traktowana jak coś uciążliwego, ale jako niepowtarzalna tajemnica rodzinna wyróżniająca jej członków spośród innych ludzi.

Simon jako kot był czarny, korpulentny, podobnie jak w swoim dziennym wcieleniu, i miał zielone oczy. Przemiana z człowieka w zwierzę odbywała się zawsze o dziesiątej wieczorem. Był już wtedy dawno po kolacji. Na wypadek gdyby zgłodniał w nocy, przygotowywał sobie na później spodek z tłustym mlekiem. Drzwi do mieszkania były zamknięte, zasłony pozaciągane, telefon wyłączony, słuchawka domofonu odłożona. Pod osłoną ciemności, otulony w ciepłe, kocie futro na osiem godzin zapominał o ludzkich sprawach i odcinał się od nich. Lubił spędzać noce w samotności czytając, rozmyślając, przysypiając na parapetach i krzesłach…

Kolejnej nocy, zaraz po przemianie, jak zwykle zrobił obchód pokoi patrząc na wszystko kocim wzrokiem. Za każdym razem jednakowo go to ekscytowało, bo jako człowiek nosił okulary, a będąc kotem miał idealnie ostry wzrok. Na tę noc zaplanował czytanie. Na biurku w świetle lampy leżała wcześniej przygotowana, otwarta książka i drewniany patyczek po lodach, za pomocą którego, trzymając go w pyszczku, przewracał strony.

Około północy, kiedy pochłonięty lekturą grzał się w świetle lampy, usłyszał pukanie do drzwi. Podniósł na chwilę łepek, po czym wrócił do książki mając zamiar zignorować intruza. Pukanie powtórzyło się. A kiedy rozległo się po raz trzeci, dla pewności przebiegł myślami przez wszystkie wieczorne zabezpieczenia. Kotary były zaciągnięte i na tyle grube, że na pewno nikt z ulicy nie mógł dostrzec światła lampki nocnej, drzwi… zaraz, nie pamiętał żeby przekręcał dzisiaj zasuwkę! Zeskoczył z biurka i pędem rzucił się do przedpokoju. W momencie, kiedy tam dobiegł, ktoś nacisnął na klamkę i drzwi powoli się uchylały. Zamarł przerażony, w niemocy zrobienia czegokolwiek.

– Halo! Przepraszam…Wiem, że jest późno…Dostałam ten adres od Artura Mayersa. Czy ktoś tu jest?

Do środka, nie zamykając za sobą drzwi, weszła młoda kobieta i położywszy torbę podróżną na ziemi namacała włącznik światła. Zobaczywszy kota, uśmiechnęła się i schyliła się, żeby go pogłaskać. Po czym wahając się zajrzała do najbliższego pokoju.

– Halo, czy ktoś tu jest? – Powtórzyła kilkakrotnie.

Nie znalazłszy nikogo ani tam, ani w innych pokojach, które nieśmiało sprawdziła, zwróciła się do kota nie oczekując odpowiedzi:

– Gdzie jest twój pan? Poczekam tu na niego, jeśli pozwolisz.

I onieśmielona udała się do salonu, ciągle spodziewając się, że ktoś zaraz skądś wyjdzie, przecież w gabinecie leżała na biurku książka i paliło się światło… Usiadła na kanapie i z ciekawością rozejrzała się po pomieszczeniu i sprzętach, w jakie było wyposażone. Znajdowało się tu tylko to, co niezbędne, żadnych ozdób czy bibelotów: kanapa, stolik do kawy, stół z czterema krzesłami, miękki, tkany dywan, ciężkie drewniane półki z książkami, lampy o abażurach z zielonego materiału… Kiedy już dokładnie wszystko obejrzała, wyszła do kuchni po szklankę wody. Dodawała sobie animuszu nuceniem jakiejś melodii, bo nie czuła się naturalnie w środku nocy sama w cudzym mieszkaniu. Wróciwszy z wodą wyciągnęła z torby książkę i zajęła się czytaniem. Jednak po niecałej pół godzinie zaczął morzyć ją sen. Położyła się więc na kanapie, przykryła kocem, który znalazła na oparciu i niemal natychmiast zasnęła.

Simon przez cały ten czas obserwował ją zza nogi stołu, nerwowo zamiatając ogonem. Nie był przygotowany na taką niespodziankę i intensywnie zastanawiał się co powinien zrobić. Jego kocia noc, po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat, została zakłócona.

– Artur Mayers, Artur Mayers… – Kilkakrotnie powtórzył w myślach nazwisko osoby, która przysłała tu dziewczynę. – Artur Mayers… – Nic mu to nie mówiło.

Po pierwszych sekundach paniki postanowił, że rano po prostu z nią porozmawia i wszystkiego się dowie. Zwinął się w kłębek w swoim gabinecie, schowany za zasłoną i zasnął. Z pojawieniem się pierwszych promieni słońca na powrót przemienił się w człowieka. Mógł teraz podejść do dziewczyny, obudzić ją i wszystko wyjaśnić. Zamiast tego, ubrawszy się najciszej jak tylko potrafił i zabrawszy ze sobą teczkę i niezbędne rzeczy, wymknął się ze swojego mieszkania. Zrobił to, paradoksalnie, z ciekawości. Teraz był już niemal przekonany, że obecność dziewczyny w jego mieszkaniu musiała być pomyłką i gdyby wszystko się wyjaśniło, po prostu przeprosiłaby go i odeszła. A tak może będzie tu też i tego wieczora i Simon zyska szansę przeprowadzenia studium młodej osoby nieskrępowanej niczyją obecnością. Wiedział też, że dziewczyna na pewno niczego nie ukradnie, gdyby chciała, zrobiłaby to poprzedniego wieczora.

Na uczelni, na której Simon pracował, panował dzisiaj duży ruch. Przyjmowano studentów z wymiany międzynarodowej. Simon poszedł do swojego gabinetu i zaczął dzień od sprawdzenia esejów studentów jednej z grup, z którą miał zajęcia tego popołudnia. Dwie godziny później udał się do głównego audytorium, gdzie wygłaszał wykład z literatury powszechnej dla studentów pierwszego roku polonistyki. Jako autorytet w swojej dziedzinie cieszył się na uczelni dużą popularnością i duża sala była wypełniona do ostatniego krzesła. Podszedł do umieszczonego na podeście biurka, odłożył teczkę na krzesło i oparty o biurko zaczął wykładać. Cichy szmer rozmów na sali rozwiał się w sekundę. Mówił, jak zwykle, rozglądając się po sali, kiedy nagle w jednym z rzędów zobaczył dziewczynę ze swojego mieszkania. Urwał na chwilę, zaskoczony, bo zupełnie się tego nie spodziewał. Czyżby od początku roku chodziła na jego zajęcia, a on wśród dziesiątek twarzy nigdy jej nie zauważył? W mgnieniu oka podjął przerwany monolog. Myślał, że może podejdzie do niego po skończonym wykładzie, ale wyszła z sali razem z innymi studentami, nie spojrzawszy nawet na niego. Skoro go nie rozpoznała, tym bardziej utwierdziło go w przekonaniu to, że trafiła do jego mieszkania przez pomyłkę i tak naprawdę szukała kogoś innego.

Po południu, po skończonych zajęciach, Simon szedł na umówione już dawno urodziny kolegi z wydziału. Wymknął się z nich trochę wcześniej, żeby zdążyć do domu przed przemianą. Kilkanaście minut przed dziesiątą był na swojej ulicy. Z daleka zobaczył, że światło w kuchni jego mieszkania jest zapalone, a w środku porusza się jakaś postać. Simon wszedł na klatkę schodową i od razu skierował się do piwnic. Otworzył należący do niego boks i zanim przemienił się w kota, zdążył zrzucić z siebie i odłożyć wszystkie rzeczy. Przymknął za sobą piwniczne drzwi opierając się na nich przednimi łapami i idąc na tylnych, po czym poszedł na górę i zaczął miauczeć i drapać w drzwi swojego mieszkania. Po chwili dziewczyna wystawiła głowę na korytarz.

– A! Tu jesteś! – Zawołała zadowolona. – Od rana zastanawiałam się gdzie się podziałeś. Już myślałam, że zniknąłeś, jak twój pan. Chodź! Mam dla ciebie coś dobrego. – Mówiąc to uchyliła szerzej drzwi i wpuściła go do środka.

W kuchni otworzyła puszkę tuńczyka i podała mu go na porcelanowym talerzyku z zastawy, która od pokoleń była w jego rodzinie i była wyciągana tylko na specjalne okazje.

Na gazie stały garnki i patelnia z gotującymi się potrawami. W radio grała muzyka. Dziewczyna czuła się tu dzisiaj o wiele swobodniej niż poprzedniego wieczora. Kiedy wszystko było gotowe poczekała chwilę na właściciela mieszkania, aż w końcu sama zjadła kolację, zostawiając porcję do odgrzania na patelni. Podobny scenariusz powtarzał się przez kilka kolejnych wieczorów, w trakcie których Simon miał dużo czasu, żeby przyjrzeć się dziewczynie. Przy przygotowywaniu posiłku lubiła tańczyć i wygłaszała długie monologi do Simona – kota. Potem przeważnie się uczyła, zakładając cały stół zeszytami i notatkami. Malowała usta szminką, włosy nosiła głównie rozpuszczone. Czasami zaplatała przez pół głowy cienki warkocz z części włosów. Lubiła nosić spódnice i sukienki.

Podglądanie jej zwyczajów i zachowań zaczynało się Simonowi coraz bardziej podobać. Jego mieszkanie ożyło, wypełniło się ruchem i dźwiękami. Było to przedstawienie jednego aktora, przy czym aktor ten nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest na scenie i gra główną rolę. Simon miał nadzieję, że ta niespodziewana sytuacja potrwa jak najdłużej, ale po tygodniu dziewczyna nagle zniknęła. Któregoś wieczoru po prostu nie zastał jej w domu i nie mając jak otworzyć drzwi musiał wrócić na noc do piwnicy. Kiedy rano wszedł do mieszkania, cała ta przygoda wydałaby mu się snem, gdyby nie pozostawione tu i ówdzie drobiazgi należące do dziewczyny.

Po kilku dniach znowu zobaczył ją na uczelni i zaczął widywać ją na korytarzach wydziału dość regularnie. Dowiedział się nawet jak się nazywa. Za każdym razem planował, że odezwie się do niej następnego dnia, jednak nie mógł wymyślić ku temu odpowiedniego pretekstu.

cdn.

 

Zdjęcie: Adrian Krajewski

3 myśli nt. „Kot Simon

  1. Pingback: Simon the cat, Part I | Punkt krytyczny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.