Cisza w muzeum

Z

a dziesięć minut zaczyna się moja zmiana. Wchodzę w wielki, kamienny budynek, do którego prowadzą szklane, obrotowe drzwi. Przy drzwiach stoją on i ona. W oddaleniu od siebie, jakby się wcale nie znali. Pomagają odwiedzającym muzeum odnaleźć się w plątaninie galerii i korytarzy, a po powrocie do domu grzeją wodę na herbatę w tym samym czajniku…

Zanurzam się w miękką, chłodną ciszę muzeum i płynę bezszelestnie przez galerie. Stary, drewniany zegar tyka miarowo. Gdzieś za ścianą rozbrzmiewają niespieszne kroki.

Przez wygięcia w szkle kielicha przebija się biało światło. Czy ktoś z tego kielicha kiedykolwiek pił? A może został zrobiony jako ozdoba, zbyt kosztowny, żeby go używać i od zawsze stał w kredensach, a potem w gablotach, na miękkim, zielonym pluszu? Pan domu pokazywał go gościom w białych rękawiczkach, żeby na jego idealnej powierzchni nie pojawił się nawet najmniejszy odcisk palca. Aż w końcu przedmiot trafił do muzeum, w wieczną bezczynność.

Przechodzę do kolejnej strefy i stoję tam, gdzie przedtem stali on i ona, przy otwierających się ciągle drzwiach. Wiatr przejmuje mnie swoim chłodem do szpiku kości. Na chodnikach leżą hałdy jesiennych liści – pozostałości po wczorajszej wichurze. Witam się z dziesiątkami ludzi, odpowiadam, tłumaczę, wskazuję kierunek. W końcu uciekam od drzwi i chowam się w cichym, ciepłym kącie, wśród rozświetlonych mdłym światłem przedmiotów. Przez chwilę nikt mnie tu nie znajdzie. Nawet jeśli usłyszę kroki, nie podniosę głowy i udam, że jestem bardzo zajęta. Może zostawią mnie w spokoju. Dzielę milczenie z eksponatami za szybą i wyczulam się na dźwięki dochodzące tutaj z zewnątrz. Po ciągłych rozmowach rozpływam się w ciszę i uczucie ulgi przebiega przez całe moje ciało. Czy to senność, czy stan astralny? Nie dociekam. Myśli są mi obojętne. Odpowiedzi niepotrzebne.

Rano wyszłam do pracy tak późno, że w pośpiechu energicznego marszu prawie nie dostrzegłam otoczenia. Teraz, w południe, stojąc w galeriach muszę chwilę pomyśleć, bo nie pamiętałam w jaki sposób się tu dostałam.

Spadł deszcz i wpędził jeszcze więcej przechodniów do muzeum, a od wejścia, jak magnes przyciąga ich rozchodzący się z kawiarni zapach ciasta.

Jeden ze stałych odwiedzających, dobrze tu wszystkim znany muzealny szaleniec zaproponował, że pokaże mi akt wolności. Ale, jako że przechadzaliśmy się po galeriach i wszystkie znajdujące się wokół nas przedmioty były pod moją opieką, mimo ciekawości musiałam odmówić. Nie wiedziałam na co go tak naprawdę stać. Może zrzuciłby wszystkie ubrania i zaczął tańczyć nago w jednym z pokoi, albo wyciągnąłby z kieszeni scyzoryk i zdecydowanym ruchem ręki przeciąłby płótno jednego z obrazów…

Później, na najwyższym piętrze, w ściszonych do szeptu i niemożliwych do rozpoznania słowach, które bardziej przypominają szum drzew niż ludzką mowę, przenoszę swój ciężar z jednej nogi na drugą. Dziesiątki oczu podziwiają kreski stawiane ręką Raphaela, którymi ja już zdążyłam się nasycić. Patrzę więc na niewielką, jedyną wśród ścian tych trzech pokoi smugę dziennego światła i na cienie, które za jej sprawą tworzą się na ciemno-niebieskich ścianach. Każda minuta rozciąga się w godzinę, a ja trwam niewzruszona, co najmniej jak któryś z wystawionych tu szkiców. Jest mi obojętne czy ktoś koło mnie przechodzi, czy patrzy w moją twarz, zagląda mi w notatki albo nieobecne, błądzące po ścianach oczy. Udziela mi się nastrój ściszonych rozmów i przyćmionego światła. Myślę o padającym na zewnątrz deszczu. O mokrych liściach i zbierających się w zagłębieniach dróg i chodników kałużach. O spadających do tych kałuż kroplach, rozchodzących się po nich koliście. O kojącym i niosącym spokój szmerze deszczu wpadającego w cichą rzekę. O moknących na rzece kaczkach i gęsiach, którym nawet nie przyjdzie do głowy żeby się gdzieś schować. O muszącym gdzieś dotrzeć przez środek ulewy przechodniu… Zapadam w letarg i w końcu nie wiem czy galeria, w której stoję jest prawdziwa, czy może moknę w deszczu.

Pod koniec dnia, w stanie zaspania, przeprowadzam krótkie rozmowy z ludźmi. Wyrzucam z siebie zbiory słów, ale nie mogę się skupić. Moja uwaga jest “nigdzie”. Kiedy odchodzą, zastanawiam się jak w ogóle zdołałam z siebie cokolwiek sensownego wydusić. Muzeum kołysze mnie do snu, z każdym krokiem coraz bardziej, aż w końcu nie wiem gdzie ja się kończę, a gdzie ono zaczyna. Przelewam się w pomalowane na biało ściany, w obrazy, w gabloty, na których niespiesznie osadza się kurz. Jestem zewnętrznymi murami budynku i pozwalam bluszczom piąć się po sobie. Kablami, jak siecią żył, rozchodzi się po moim betonowym ciele prąd, który rozświetla mnie od środka i trochę ogrzewa.

Przenikam w znajdujących się tu ludzi i zaczynam myśleć setkami głów. Nie sprawia mi to żadnej trudności, ani też przyjemności. Większość ich myśli wydaje mi się niepotrzebna. Prawie nikt nie patrzy na sztukę. Każdy coś wspomina, rozważa, czegoś żałuje, coś planuje, czymś się zadręcza. Zauważają tylko zarys tego, na co patrzą. Komplikują, zapętlają się i duszą w powtarzalności swoich przemyśleń. Robi mi się smutno. Wyzwalam się więc z ich głów i krążę tylko wśród rzeczy. Co za ulga. Przedmioty są proste, ich byt lekki. Są przede wszystkim ciche. Biorą wszystko takim, jakie jest.

Po pracy wychodzę w błękit nieba i osuszonymi już ulicami, omijając pojedyncze kałuże i mrużąc oczy od nadmiaru światła, nieśpiesznie idę do domu.

 

Zdjęcie: Adrian Krajewski

2 myśli nt. „Cisza w muzeum

  1. „Jestem zewnętrznymi murami budynku i pozwalam bluszczom piąć się po sobie. Kablami, jak siecią żył, rozchodzi się po moim betonowym ciele prąd, który rozświetla mnie od środka i trochę ogrzewa.”
    Uwielbiam i chylę czoła. Kiedy czytam Twój wpis, całe to ciepło, spokój, lekka niepewność przelewa się we mnie, miesza i tworzy miksturę zwaną, satysfakcja. Superancko, brakowało mi tego.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.