Lato w muzeum

 

– Idą, idą – Wyszeptała konspiracyjnie wymijając mnie wesoła staruszka. Biegła przez galerie egipskie, najwyraźniej przed czymś uciekając.

      Miała siwe, proste włosy do ramion. Szary, cienki płaszcz, w który była ubrana, sięgał jej do kolan. Ciągnęła za sobą kraciasty wózek na zakupy. Rozejrzałam się. Dookoła, oprócz jej i mnie, nie było nikogo. Patrzyłam za nią rozbawiona tą niegroźną dozą szaleństwa, kontynuując swoją pracę, która tego dnia wcale pracy nie przypominała. Wszyscy potencjalni odwiedzający, dla których krążyłam po muzealnych galeriach, korzystali z dobrej pogody i prawdopodobnie leżeli na kocach nad rzeką albo popijali lemoniadę w zaciszu swoich ogrodów. Tego dnia wystarczyło, że byłam obecna tylko ciałem. Duch mógł dryfować, gdzie mu się tylko podobało.

      Wśród muzealnej nudy, nawigując po bezkresach wyobraźni, szybko zapomniałam o starszej kobiecie o siwych włosach. Lecz ona tymczasem, najprawdopodobniej przeszedłszy przez wszystkie galerie muzeum, rozciągnęła za sobą cienką nić szaleństwa. Moi koledzy zaczęli się dziwnie zachowywać. Jedni, myśląc że nikt ich nie widzi, tańczyli w galeriach, bez reszty oddając się muzyce, którą słyszeli w swoich głowach. Nie przeszkadzało im, że wszyscy pracownicy ochrony mogli oglądać ich na swoich monitorach. Ktoś stepował zapamiętale wśród dźwięków wybijanych przez siebie rytmów. Inni nawoływali się wśród galerii zwierzęcymi głosami, nasłuchując potem odzewu, a kiedy ten nie nadchodził, ponawiali wołania. Ktoś klaskał, słuchając jak echo odbija się od ścian. Dla mnie czas zmienił swój bieg i piętnaście minut stania w jednej z galerii tymczasowej wystawy trwało tyle, co cały mój spędzony tutaj poranek. W sąsiedniej strefie ktoś szeptał do siebie zapamiętale głośniej, niż powinien. Ktoś inny, kto przyniósł ze sobą z domu smutek, pogrążał się w nim coraz bardziej i w braku wydarzeń, które mogłyby rozproszyć jego ponury nastrój, rwąc włosy z głowy, wyolbrzymiał ponad miarę swoje problemy. Jeszce inna osoba, najprawdopodobniej nie pamiętając wszystkich poprzednich razów, po raz dziesiąty pytała się jak się mam i kilkukrotnie, wcale tego nie zauważając, nazwała mnie nie moim imieniem. Inny pracownik, porwany natchnieniem, chodził między wszystkimi naszymi kolegami i roznosił najświeższe plotki, od początku do końca wymyślone. Stary weteran muzealny zgubił się przechodząc z jednej strefy do drugiej. Znaleziono go wpatrującego się nieobecnym wzrokiem w obraz, dwa piętra poniżej przypisanego mu stanowiska. Jeszcze ktoś inny, dla rozrywki, chował się za zabytkowymi szafami, za drzwiami, gablotami i wyskakiwał na nas znienacka albo skradał się na palcach za naszymi plecami, czerpiąc potem dziką przyjemność i zaśmiewając się do rozpuku, kiedy udało mu się nas przestraszyć.

      Kilku z niewielu odwiedzających tego dnia muzeum, którzy byli świadkami tego całego zamieszania, skontaktowało się z administracją, żeby wyrazić troskę o zdrowie pracowników. Natychmiast podjęto też odpowiednie środki. Zaryglowano główne drzwi prowadzące do budynku, zamykając nas w nim jak kuracjuszy w szpitalu dla obłąkanych. Na drzwiach wywieszono tabliczkę: “Zamknięte do odwołania”. Nikt nie wiedział czy dojście do siebie zajmie nam dni, tygodnie czy lata. Żmudnie zaczęto nawijać na szpulę nić szaleństwa, którą rozciągnęła za sobą staruszka w szary płaszczu.

 

Zdjęcie: Adrian Krajewski

 

 

2 myśli nt. „Lato w muzeum

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.