Poranek

P

rzez pomyłkę nastawiłam budzik na 5:00 zamiast na 5:30. Wyłączam alarm i próbuję zasnąć. Jednak wybudziłam się już na dobre. Podnoszę się więc niewyspana i oblepiona niezadowoleniem, jak mazią, z powodu za wcześnie rozpoczętego dnia.

Śniło mi się dzisiaj, że jestem chmurą materii, którą wysłano w podróż potężnym statkiem kosmicznym. Najpierw panowała w jego środku ciemność, potem na zewnątrz zapaliły się gwiazdy. Światło wpadające do kabiny przez szerokie okno przesuwało się niespiesznie po podłodze. Mimo, że nie miałam formy, czułam, że stanowię zwartą całość. Na statku, oprócz mnie, był jeszcze inny, większy i silniejszy ode mnie byt, któremu podlegałam. Statek płynął przez ciszę, mijał galaktyki i wybuchające słońca, które wstrząsały całym pokładem. Wiedziałam, że gdybym była człowiekiem, bardzo bym się bała. Po tygodniach albo eonach, czas nie miał znaczenia albo nie istniał, zostałam wysłana w kapsule na Ziemię. Miałam teraz postać wysokiego mężczyzny. Kapsuła rozbiła się na jakieś ruchliwej ulicy. Korzystając z zamieszania uciekłam i wtopiłam się w tłum. Zastanawiałam się, czy wrócić i opowiedzieć ludziom o niesamowitościach kosmosu… Ale czy by zrozumieli?

Przypominam sobie sen szykując się do pracy, jem ciepłą owsiankę i wychodzę z domu. Pierwszy mróz tego roku pokrył wszystko cieniutką warstwą lodu. Nieprzygotowani na to ludzie, w jesiennych jeszcze butach ślizgają się na chodnikach i próbują łapać równowagę. Mgła, która kropelkami osadziła się w nocy na pajęczynach, zamarzła i obciążyła delikatne nitki. Wszystko przykryła na wpół przezroczysta emalia bieli, która skrzy się hipnotyzująco w świetle porannych latarń.

Po drodze wymieniam kilka zdań ze starszym panem, Michaelem. Od czasu naszego pierwszego „dzień dobry” spotykam go codziennie i codziennie przeprowadzamy krótką, poranną rozmowę, która ma bardzo mało wspólnego z tak popularnym tutaj small talkiem. Każdego dnia dzielimy się nową informacją na swój temat. A kiedy zwalniam kroku i idę obok niego, przez te trzy, cztery minuty, chyba zwalnia też cały świat. Bo jeszcze nigdy nie spóźniłam się przez to do pracy, mimo że jak zawsze wychodzę z domu na ostatnią chwilę. Co rano taktownie i humorystyczne Michael komentuje moją fryzurę. Dzisiejsza ocena to: „This will pas” okraszona szerokim uśmiech. To, z jego ust, najwyższy komplement. Często jeszcze zaspana i niezadowolona spieszę się do pracy bezwolnie dając się nieść nogom. Unikam spojrzeń przechodniów i ostatnim, na co mam ochotę jest rozmowa. Tylko Michael ze swoim taktem i łagodną nieinwazyjnością jest w stanie przeniknąć w mój świat i rozświetlić go od środka.

O 06:30 wchodzę w poranną ciszę piekarni. Piekarze nie rozmawiają ze sobą. Spowija ich sen, który przyciągnęli aż tutaj z ciepłych łóżek, w których zostawili swoje żony. Mechanicznie wykonują codzienne czynności. Wsypują mąkę do miksera, wrzucają kawałki ciasta do maszyny, która formuje je w pożądanej grubości i długości wałki, wyciągają chleb z pieców… Czasami, odpłynąwszy myślami zbyt daleko, zastygają w bezruchu i błądzą po sobie tylko znanych światach. Szturchaniem budzę ich z letargu. Spoglądają na mnie wtedy nieobecni i zdziwieni i pytają o co mi chodzi.

Stopniowo wszystko przyśpiesza i o wschodzie słońca jesteśmy już zupełnie rozbudzeni. W południe wychodzę z piekarni do domu przesiąknięta zapachem ciastek potrójnie czekoladowych i pełnoziarnistego chleba.

2 myśli nt. „Poranek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.