Przewidzenie

B

ladym świtem wyszedł do pracy. Siedziałam otulona w koc i opierałam się o ciepły kaloryfer. Nie zagrzałam się jeszcze, więc nie miałam ochoty wstać i przekręcić za nim zamka w drzwiach. Czytałam popijając wcześniej zrobioną herbatę. Pod wpływem ciepła i po słabo przespanej nocy zaczęłam robić się coraz bardziej senna. Ocknęłam się kiedy książka wypadło mi z rąk, odłożyłam ją i w tej samej chwili usłyszałam, że otwierają się drzwi. Może czegoś zapomniał – przemknęło mi przez głowę, ale nie odzywał się, co nie było do niego podobne. Kierowana jakimś przeczuciem tkwiłam w zastygłym milczeniu, czekając co będzie dalej.

Drzwi otwierały się powoli, tak jakby ktoś zaglądał do środka i badał teren. Chyba stwierdził że można posunąć się dalej, bo w sekundę później usłyszałam w mieszkaniu pośpieszne, ostrożnie stawiane kroki. Ktoś wszedł, prawie wbiegł do salonu. Zgadywałam, że był to mężczyzna, bo kroki były długie i ciężkie. Zaraz za nim wbiegł do środka ktoś jeszcze i jeszcze. Nie byłam już w stanie rozróżniać pojedynczych kroków. Ciągle napływający w pośpiechu i popłochu ludzie wypełnili cały salon, po czym skierowali się do pokoju, w którym byłam ja. Pierwszy z nich, sprawdzając pomieszczenie, przestąpił przez próg i nasze spojrzenia natychmiast się spotkały. Był to kilkunastoletni chłopak w brudnym ubraniu, z którego zdążył już wyrosnąć. Spojrzenie miał nad wiek dojrzałe. Prosił nim, przepraszał i żądał jednocześnie. Byłam przerażona i niezdolna do jakiejkolwiek reakcji. Patrzyliśmy na siebie przez dwie sekundy i to wystarczyło żebyśmy doszli do wniosku, że żadne z nas nie ma innego wyjścia. Wbiegł do pokoju i stanął pod ścianą, próbując zająć sobą tak mało miejsca, jak tylko się dało. Za nim wbiegali kolejno następni: kobiety, dzieci, mężczyźni i stawali jeden obok drugiego najciaśniej jak tylko można było. Niektórzy zauważyli mnie i wyglądali wtedy na jeszcze bardziej przestraszonych. Ale zostawali. Chyba nie mogli zawrócić i wyjść, chyba nie mieli wyboru. Wypełnili cały pokój i słyszałam, że kolejni zajmują następne pomieszczenia, nawet łazienkę. Nikt się nie odzywał. Wszyscy nosili stare, brudne i znoszone ubrania. Było jednak widać, że dbali o nie na tyle, na ile mogli. Twarze mieli zmęczone, rozświetlały je jedynie żywe, przestraszone oczy. W końcu kroki zupełnie umilkły i usłyszałam, że ktoś ostrożnie zamyka drzwi.

Stali stłoczeni jak ludzie w tramwaju w godzinie szczytu. Sytuacja była tak abstrakcyjna, a ja pozwoliłam im już na tak wiele, że postanowiłam nic nie robić. Przerażona i zlana potem czekam na rozwój sytuacji. Nagle usłyszałam głośne, niecierpliwe pukanie do drzwi. Niemalże podskoczyłam na łóżku. Wszyscy, mimo że wydawało się, że nie ma na to miejsca rozstąpili się zostawiając mi przejście. Wstałam i szłam przez pokój i przedpokój ocierając się o nich ramionami. Pukanie powtórzyło się. Na próżno próbowałam uchwycić wzrok któregokolwiek z nich, aż jedna z osób stojących przy drzwiach, kobieta w średnim wieku o brązowych włosach gładko zaczesanych i związanych w kok zatrzymała mnie spojrzeniem i uśmiechnęła się do mnie smutno. Powiedziała: „Nie masz wyjścia dziecko. Tak trzeba. Nie będziemy cię za nic winić”. Pogłaskała mnie po głowie, spuściła oczy i jeszcze bardziej wcisnęła się w tłum, w którym stała. Znowu usłyszałam, tym razem już nie pukanie, ale walenie pięścią do drzwi. Otworzyłam powoli, nie za szeroko, żeby ten, kto stał po drugiej stronie nie dostrzegł tych wszystkich ludzi. Zobaczyłam dwóch żołnierzy w mundurach, z karabinami przewieszonymi przez ramiona. Przeraziłam się, bo od razu było widać, że przyszli po nich i nie interesowały ich żadne pokojowe środki. Jeden z nich powoli rozwarł skrzywione, zaciśnięta do białości usta i krzyknął coś przeraźliwie, ze wstrętem, w języku, którego nie rozumiałam, po czym kopnął z ogromną siłą drzwi, które trzymałam lekko uchylone. Drzwi uderzyły głucho o ludzi, którzy stali za nimi i na ułamek sekundy ukazał się oczom żołnierzy tłum w przedpokoju. Obaj natychmiast podnieśli raban i zaczęli zbiegać w pośpiechu po schodach. Najpewniej po posiłki.

Zza budynku było słychać zamieszanie i kolejne zbliżające się głosy. Ludzie w mieszkaniu nawet nie drgnęli. Nie mieli szans na ucieczkę i wiedzieli o tym. Nie miałam pojęcia co robić. Ciągle stojąc w drzwiach zamknęłam oczy i spróbowałam zebrać myśli, ale w tej sytuacji nie było to możliwe. Kiedy je otworzyłam mieszkanie było puste. W szoku podbiegłam do okna – żołnierze też zniknęli. Wątpiąc już w swoje zmysły jeszcze raz sprawdziłam wszystkie pomieszczenia. Wszędzie pusto. Tylko w łazience, na podłodze znalazłam nieduże okrągłe szkło powiększające oprawione w cienką, metalową obwódkę w formie naszyjnika zawieszone na mocno wytartym rzemyku. Zupełnie już ogłupiała oglądałam je ze wszystkich stron.

4 myśli nt. „Przewidzenie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.