Na pograniczu

B

​yła godzina druga w nocy. Za oknem żółto świeciła latarnia. Leżąc na wznak wpatrywał się w sufit i w półmroku próbował odróżniać od siebie kształty przedmiotów i ich cienie rzucane na gładką powierzchnię. Ale rezultatem tych obserwacji nie był upragniony sen. Nie pomogło też absurdalne liczenie owiec, recytowanie w myślach wyuczonych na pamięć wierszy, albo przypominanie sobie litera po literze kolejnych kropek i kresek alfabetu Morse’a.

​Zapalił w końcu lampkę nocną w nadziei, że może kilka przeczytanych stron choć trochę go zmęczy, ale nie mógł skupić się na tekście. Odłożył książkę, podniósł słuchawkę telefonu i połączył się z recepcją prosząc o przysłanie do pokoju numer 308 butelki jakiegokolwiek alkoholu. Po dziesięciu minutach zapukano do drzwi. W pokoju pojawił się chłopak na posyłki ubrany w kompletny uniform. Miał czerwone, podkrążone oczy i był wyraźnie niezadowolony z tego, że ktoś obudził go w środku nocy. Mruknąwszy coś pod nosem postawił na stoliku, obok łóżka tacę z półlitrową butelką wódki i kieliszkiem. Potem cofnął się o krok i czekał na napiwek. Został zupełnie zignorowany przez zobojętniałego na wszystko brakiem snu Phila. Po chwili obrażony wyszedł. Phil bez entuzjazmu odkręcił butelkę, napełnił kieliszek po brzegi i wypił jego zawartość. Skrzywił się. Wstrząsnął nim nieprzyjemny dreszcz. To zdecydowanie nie było to, na co miał teraz ochotę. Odhaczył kolejne lekarstwo na sen, które nie zdało egzaminu tej nocy.

Zgasił światło i znowu spróbował zasnąć. W widziadłach płytkiego, niespokojnego snu wydawało mu się, że stoi w rogu pokoju hotelowego i patrzy na siebie samego, męczącego się tym, że nie może zasnąć. Obudził się po chwili nie będąc pewnym czy w ogóle spał. Obrócił się na drugi bok i zamknął oczy obiecując sobie, że pod żadnym pozorem nie otworzy ich aż do rana. Przez resztę nocy dryfował między snem a jawą nie wiedząc dokładnie po której stronie w danej chwili się znajduje. ​Dopiero nad ranem zasnął głębokim snem. Obudził go zegar wybijający czwartą po południu. Żeby nie spędzić w pokoju hotelowym całego dnia, wrzucił na siebie byle co i poszedł na plażę.

​Gęsta, jednolita powierzchnia chmur zasnuwała całe niebo. Zbierało się na deszcz. Brzegiem przechadzali sie niespiesznie pojedynczy turyści. Fale leniwie uderzały o piaszczysty brzeg. Trwał niestrudzony, odwieczny ruch morza. Na plaży, po przedwczorajszej, sztormowej nocy, został duży pień drzewa. Mewy uciekały przed falami krzycząc między sobą i goniąc się po plaży. W oddali rozległ się głuchy tupot większej liczby stóp. Brzegiem biegła grupa młodych ludzi z obozu sportowego, która zniknęła tak szybko jak się pojawiła. I znowu nic się nie działo.

​Phil usiadł na pniu drzewa. Przyjechał nad morze tydzień temu ale nawet mimo wszechobecnej ciszy i spokoju nie mógł dojść do siebie. A może właśnie przez to? Z braku jakichkolwiek zajęć i obowiązków nieustannie analizował i przeżywał ciągle od nowa ostatnie wydarzenia.

​Krajowy Związek Szkolenia Astronautów po każdym dłuższym locie międzygwiezdnym umieszczał astronautów biorących w nim udział w specjalnym ośrodku wypoczynkowym. Miało to na celu ponowne wdrożenie ich do życia na Ziemi, zapoznanie ze zmianami, które zaszły podczas ich często wieloletniej nieobecności, a także stopniowe odzwyczajenie się od rutyny związanej z pobytem na promie. Związek wysyłał w tym okresie w przestrzeń kosmiczną wyjątkowo dużo ludzi. Było to związane z odkryciem nowej galaktyki oraz prowadzonymi w jej obrębie badaniami. Skutkiem tego ośrodek ów był przepełniony wracającymi do zwykłej codzienności astronautami, więc KZSA z braku miejsc umieścił Phila w zwykłym domu wypoczynkowym, który nie gwarantował możliwości brania udziału we wszelkiego rodzaju zajęciach przeznaczonych dla rekonwalescentów. Po tym, co przeszedł miał pierwszeństwo do miejsca w specjalistycznej placówce, ale popełniono błąd, a on po otrzymaniu skierowania, nie mając siły ani ochoty zwracać się o sprostowanie, po prostu spakował się i wyjechał. I męczył się tutaj okropnie. Sam ze sobą, swoimi myślami i lękami.

​Siedział tak na pniu aż do zmroku, nie zdając sobie sprawy z upływu czasu. Ocknął się dopiero kiedy zaczynało zmierzchać. Rozejrzał się dookoła. Na plaży nie było żywego ducha. Ostatni, zawiedzeni dziś, amatorzy zachodów słońca siedzieli już przed telewizorami w domach i wynajętych pokojach. Phil zdjął buty i podszedł do samego brzegu. Fale, jedna po drugiej, obmywały mu stopy zabierając spod nich piasek. Towarzyszyły mu tylko pojedyńcze, odległe cienie statków majaczące na horyzoncie. Niebo ubierało się w granatowy, posępny całun. Gdzieniegdzie, zza chmur zaczynały prześwitywać gwiazdy. Zrobił krok, potem kolejny i następny. Coraz dalej w morze. Chłód wody przeszył go do szpiku kości. Zacisnął zęby. Nie był pewien czy to dobre rozwiązanie, wiedział jednak, że to najlepszy sposób, żeby zapomnieć, uciszyć sumienie i już się dłużej nie męczyć. Kiedy idąc przestał wyczuwać grunt pod nogami zaczął płynąć. Dużo czasu minęło zanim się zmęczył. W końcu mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa. Wziął głęboki oddech i wykorzystujac resztki sił zanurkował w zieloną toń. Pod wodą było cicho i spokojnie. Widział nie dalej niż na metr. Jakiś kształt minął go o kilkanaście centymetrów.
-Ryba – pomyślał głupio. I nie wiedząc czemu uśmiechnął się sam do siebie. Zaraz po niej pojawiła się cała ławica. Nie bały się. Wyciągnął rękę i musnął końcami palców łuskę jednej z nich. Była śliska w sposób niepodobny do czegokolwiek co znał. Nic już nie czuł, o niczym nie pamiętał. Było mu dobrze. Zniknęła rzeczywistość i jej logiczny odbiór. Znajdował się między życiem a śmiercią. Nie był pewien co wybrać i nie chciał teraz decydować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.